AKT Maluch
AKT Maluch
PGA - Czarnohora '97

Wspomnienia z wyjazdu w Czarnohor we wrzeniu 1997 roku

Uczestnicy:
  Pawe Grzegorz Angerman (PGA)
  Rafa Malak
  Sebastian Romatowski (Sebi)
  Grzegorz Kawaek (Yeti)

Czas:
  2 - 12 wrzenia 1997 roku

Fundusze:
  ok. 130z/os (na Ukrainie mielimy na wydatki rednio 35hv/os).
  Podana suma nie uwzgldnia dojazdu do Przemyla (w naszym przypadku autostopem).




WSTP

Pierwsze plany tego wyjazdu zaczy si rodzi ju wiosn 1996 roku, kiedy to na grupie dyskusyjnej TRAMP przeczytaem o tym, e ludzie w Ukraiskie gry jed i co najwaniejsze powracaj. Zaczem gromadzi materiay - na pocztku z myl o wyjedzie w Bieszczady Wschodnie. Niestety w roku 1996 udao mi si pojecha jedynie w Bieszczady Zachodnie, ale myl o wyjedzie na Ukrain bya coraz silniejsza. Kontaktowaem si z kolejnymi ludmi, ktrzy ju tam byli, zdobywaem mapy (gwnie WIG-wki), ksiki ("Powroty w Czarnohor" - M.Olszaski, L.Rymarowicz, "Ukraiskie Beskidy Wschodnie" - J.Gudowski) i zdjcia. Pojawili si rwnie chtni do wsplnego wyjazdu. Z cznej liczby chyba kilkunastu chtnych zostaa jedynie nasza czwrka. Ustalilimy, e spotkamy si w Przemylu na dworcu PKP dnia 3 wrzenia 1997 roku. I tak oto zacza si nasza czarnohorska przygoda...

2 WRZESIE

Rano, ok. godziny 6:00 peen nadziei, zaopatrzony w wyadowany plecak wyruszyem owi stopa w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. Po kilkudziesiciu minutach zrezygnowany schowaem tabliczk i pragnem jedynie wydosta si z miasta - udao mi si dojecha do asku, gdzie przeszedem na wylotwk w stron Piotrkowa. Po kilku minutach zapaem samochd - jak si pniej okazao do Lublina. Podr mao ciekawa, troch senna. Po drodze minlimy jeden wypadek. W Lublinie byem okoo 12:00, gdzie czekaa mnie jeszcze pgodzinna wdrwka na wylot w stron Rzeszowa. Do Rzeszowa dojechaem ukiem - kierowca bardzo lubi grzyby i las wic si kilkakrotnie zatrzymywa aby po nim pochodzi. W Rzeszowie zostaem dodatkowo wywieziony na wylotwk w stron Przemyla, gdzie dojechaem z niesamowitym mrukiem. W Przemylu wysiadem na peryferiach miasta - przy stacji CPN koo przystanku autobusowego. Spotka tu mnie miy incydent - pani, ktrej si spytaem o drog do centrum bardzo si przeja tym, e chc i tam pieszo i daa mi bilet autobusowy. Chciaem odmwi, ale pani bya nieustpliwa i wepchna mnie do autobusu, ktrym dojechaem pod dworzec PKP. Bya godzina 18:30. W dworcowym barze wypiem herbat i oczekiwaem na Yetiego. Pojawi si punktualnie o 21:00. Okazao si, e podr ze Zgierza upyna mu wyjtkowo szybko - Yeti jecha okoo 9 godzin. Ruszylimy w stron Krasiczyna szuka miejsca na nocleg. Za schronienie posuy nam stojcy nie opodal drogi dom (w stanie surowym). Rozoylimy si na poddaszu. Z dou dobiegay tajemnicze gosy czyj krokw i skomlenia psa. Stwierdzilimy, e nie ma sensu si tym przejmowa i zasnlimy.

3 WRZESIE

Obudzilimy si stosunkowo pno - byo ju po godzinie 7:00. Nie byo problemw z opuszczeniem domu. W pobliskim sklepie kupilimy chleb, ser i zjedlimy niadanie. Chcielimy si dosta do Krasiczyna - z braku autobusu apalimy stopa. Zatrzyma si takswkarz. Powiedzia, ze nas zabierze - moe mu to jeszcze przyniesie szczcie. W Krasiczynie zobaczylimy zesp zamkowo-paacowy. Po powrocie autobusem do Przemyla zwiedzilimy zamek i okolice rynku. Idc przez rynek przypomnielimy sobie o spotkaniu z Sebim, ktre ustalilimy na dworcu PKP o 14:00 - nagle patrzymy, a tu pojawia si Sebi - przypadek? Pokrcilimy si jeszcze po sklepach i poszlimy na dworzec. Z Rafaem spotkalimy si planowo po 16:00, kiedy to przyjecha pocigiem z Opola - wymienilimy walut (po kursie 1.85z za 1hv) i kupilimy bilety kolejowe do Lwowa (po 17z na pocig o godzinie 18:06). Zastanawialimy si nad biletami autobusowymi - byy tasze (po 15z), ale nie bylimy pewni, czy w cen jest wliczona opata za baga (jak si pniej okazao - jest wliczona). Na dworcu czekaa nas odprawa celna - byo peno ludzi - gwnie ukraiskich "turystw" z torbami okupantkami na wzkach i piecykami do pieczenia. Kolejka (jeli to tak dao si nazwa) nie miaa koca - wszyscy si przepychali i nikt nie protestowa, gdy kto si wpycha przed niego (niczym przed dziekanatem na Wydziale Elektroniki PWr). Postpilimy wic podobnie - odprawa przebiega szybko i bez problemw. Tylko my mielimy plecaki - jak si pniej okazao turyci plecakowi chyba maj tutaj szczeglne wzgldy (egzotyka???). Po wejciu na peron pierwsze zaskoczenie - ukraiski pocig. Szybko zmieniem zdanie co do klasy taboru PKP. Tutaj zastalimy zardzewiae drzwi, kible z poprzedniej epoki oraz twarde i bez opar siedzenio-leanki. Okna sprawiay wraenie uchylnych na boki - okazay si jednak nie otwieralne. Szybko si jednak przyzwyczajamy do panujcych tu klimatw. W pocigu musielimy jeszcze wypeni deklaracje celne - nie wiem, co za idiota to wymyli i po co to komu... Pocig dugo sta w Mociskach i oglnie strasznie si wlk. Do Lwowa dojechalimy na godzin 23:10. Zeskoczylimy z pocigu na peron, do koca nie bdc jednak pewnym, czy to Lww - pniej si przekonalimy, e na Ukrainie brak tabliczki z nazw stacji jest czym tak oczywistym, jak w Polsce jej obecno. Dworzec do duy i zaniedbany - w powietrzu unosi si specyficzny zapach. Jestemy zdezorientowani - w bardzo nieczytelnych rozkadach jazdy szukamy waciwego pocigu. Pomaga nam zupenie bezinteresownie dwch facetw, ktrzy jak si okazao przyjechali gdzie z okolic Czarnohory. Mwi nam, jak si dosta w gry, o ktrej godzinie s autobusy oraz jak najwygodniej doj na Popa Iwana. Okazao si, e pocig do Koomyi mamy dopiero o 6:48 - przed nami wic perspektywa nocy spdzonej w dworcowej poczekalni. Poczekalnia bya bardzo ciemna - owietlona jedynie przez wiata ze skpo zaopatrzonych bufetw. Na poczekalni szarzy ludzie z duymi torbami, kobiety z workami ziemniakw i cebuli. Pijana kobieta majca chd kaczka kci si z ekspedientk w bufecie. Wzbudzamy oglne zainteresowanie. Krajobraz jaki panowa na dworcu by typowo socrealistyczny.

4 WRZESIE

Kupilimy bilety do Koomyi - bylimy mile zaskoczeni ich cen (2.70hv). Pocig by identyczny jak ten z Przemyla - nie posiada jedynie firanek i by bardziej zatoczony. Okazao si, e Ukraicy maj patent na brak tabliczek z nazwami stacji. Przed wikszymi miastami chodzi po pocigu pacjent i podaje nazw stacji. W Koomyi bylimy okoo 12:00. Miasto byo do due - jakie 100 tys. mieszkacw. Puste i dziurawe ulice, odrapany dworzec oraz brak sklepw sprawiay wraenie maej mieciny. Znalelimy sklep spoywczy - szeroko porozstawiane towary miay robi wraenie ich mnogoci. Obok soikw z ogrkami kiszonymi rozsypywa si proszek do prania. Kupilimy chleb - mia ekspedientka w miesznym czepku zapytaa si nas:
  - sportsmieny????
  - niet, my turisty
  - aaaa... eto toe sportsmieny
I w ten oto sposb zostalimy sportowcami. Jak si pniej okazao wdrwki grskie s czym obcym dla miejscowych. Byy one zarezerwowane jedynie dla sportowcw w ramach tzw. padgatowki - peno w tym byo biurokracji i rnych formalnoci. Obecnie sytuacja si troch zmienia i mona spotka w grach nielicznych ukraiskich turystw (o ktrych pniej). Jeszcze bardziej przygnbiajce wraenie sprawiay kioski z gazetami - niemal cakowicie puste. W autobusie do Werchowyny (od lewej: Sebi, PGA, Rafa, Yeti)  [81KB]Niestety z rogatek ulic ukraiskich miast znikny ju cysterny ze smakowitym kwasem chlebowym - mona go kupi w dwulitrowych butelkach PET po 2.40hv. Dziki pomocy miejscowych znalelimy dworzec autobusowy. Zainteresowali si nami od razu prywatni przewonicy i chcieli nas zawie do Werchowyny za 30hv - byo to dla nas troch za drogo, a poza tym nie wzbudzili naszego zaufania. Okazao si, e autobus mamy o godzinie 15:00, cho nie by on uwzgldniony w rozkadzie jazdy. Bilety kosztoway nas 3.30hv od osoby. Czekajc na autobus poznalimy kilkuletni dziewczynk bawic (mczca) kotka oraz dawnego banderowca. Ukraiski nacjonalista bardzo dobrze mwi po polsku i by niesamowicie sympatyczny - polscy nacjonalici musz si jeszcze bardzo wiele nauczy... Autobus da nam duo powodw do radoci - prno takich szuka na naszych drogach. Klasyczny ogrek z odpadajcymi wieloma warstwami farby. Wewntrz mao wygodne siedzenia, ostra wo benzyny i drzwi zamykane na acuchy. Po jakim czasie wntrze pojazdu zapenio si ludmi i ruszylimy w kierunku Werchowyny. W odrnieniu od klimatw wewntrz naszych autobusw wszyscy ze wszystkimi rozmawiali i nikt si nie przejmowa niewygod podry. Do Werchowyny (90km) jechalimy przez 3 godziny. Po drodze byy strome podjazdy i kilkunastominutowe przestoje. Na jednym przystanku wsiad pewien lekko podpity tubylec. Bardzo si zainteresowa naszymi osobami - nie mg tylko zrozumie, po co my w te gry jedziemy i jaki mamy w tym cel. Nasze tumaczenia nie trafiay do jego wiadomoci - pomg nam dopiero Rado wyjaniajc krtko: romantika. W Werchowynie spotkalimy niejakiego Wasyla, ktry pracowa kiedy we Wrocawiu. Poprosi mnie, abym si skontaktowa z jego znajomym z Wrocawia i abym mu wszystko o Ukrainie opowiedzia. O tym, e tu nie strzelaj i e moe spokojnie przyjecha. Jak si okazao, autobus jecha dalej do Burkutu. Nie pomogy tumaczenia, e my chcemy jedynie dojecha do Dzebronii i musielimy dopaci jak wszyscy po 1hv. Droga jak jechalimy bya nie remontowana chyba od momentu jej wykonania jeszcze za czasw polskich - na tylnych siedzeniach podskakiwalimy na wysoko 0.5m. Kolejn atrakcj bya przeprawa przez most - wszyscy pasaerowie musieli przej przez niego na pieszo, a kierowca przejecha przez most pustym autobusem. W Dzebronii wysiedlimy z dwoma Ukraicami (Rado i Sawik), ktrzy rwnie wybierali si w gry. Nad Czarnym Czeremoszem zjedlimy razem arbuza kupionego jeszcze w Koomyi i idc wzdu potoku Dzebronia podalimy w gr wsi. Po ponad godzinnej wdrwce znalelimy dobre miejsce na obozowisko - obecno potu wskazywaa, e jestemy na posiadoci prywatnej. O zmroku rozbilimy namioty a kolacje zjedlimy w ciemnociach. Spa pooylimy si okoo 23. Noc bya do ciepa, na niebie pokazay si gwiazdy i na jutrzejszy dzie zapowiadaa si wspaniaa pogoda.

5 WRZESIE

Obudzilimy si okoo 8:30. Pogoda bya doskonaa - dzie zaczlimy kpiel w potoku i niadaniem (kisiel z czekolad i patkami owsianymi). Na dokadk by jeszcze chleb zapiekany na ognisku. Sebi znalaz troch grzybw, ktre po zagotowaniu umieci w soiku. W czasie zwijania obozu obserwowa nas z gry jaki Hucu. Mile zaskoczyo nas zachowanie naszych ukraiskich znajomych - doskonale zamaskowali miejsce po ognisku i po naszej obecnoci nie pozosta aden lad. Wyruszylimy ok. 11:00 drk w stron grani Czarnohory. Widok ze wsi Dzebronia w stron Smotreca  [93KB]Po drodze napotykalimy due iloci borwki brusznicy, jeyn i malin. Podchodzilimy zarastajc len drog - czasem byo do stromo. Planowalimy wej na Smotreca, ale po drodze spotkalimy jeszcze dwch Ukraicw, ktrych ju mijalimy poprzedniego dnia w Dzebronii i z nimi wyruszylimy na Uchaty Kamie. W tym momencie moe przedstawi obraz typowego tubylczego turysty. Jest mczyzna w trampkach i ubraniu z demobilu. Na plecach wypowiay plecak w kolorze khaki najczciej bez stelaa i pasa biodrowego. Zamiast namiotu paatka a peleryna przeciwdeszczowa jest sporzdzona z kawakw workw foliowych. Czasem spotyka si benzynowy kocher - trzeba jednak przyzna, e kocioki do gotowania na ognisku mieli znakomite. Zupenie naturalna jest wrcz absolutna nieznajomo historii tych ziem oraz wysokoci szczytw - z nazwami te czsto bywao krucho. Pod Uchatym Kamieniem zrobilimy sobie obiad. Ukraicy poczstowali nas pysznymi nalenikami, sonin z chlebem i niesamowitym demem o smaku cierpko - winnym z bliej nieokrelonych owocw. Kiedy tak jedlimy mija nas Hucu z kilkoma pieskami i stadem owiec - o rany, ale one cudnie gray swoimi dzwoneczkami, a do tego jeszcze Hucu zacigajcy piewnie z ruska... Jedna z tych owiec zacza si bardzo interesowa naszym obiadem i mielimy due problemy, eby j odpdzi. W czasie podejcia na Uchaty Kamie zacz pada deszcz - przeczekalimy go na szczycie pod jedn z licznych pek skalnych. Troch si rozpogodzio, wic zostawilimy plecaki pod pkami skalnymi i wyruszylimy na Popa Iwana. Wchodzc polegalimy jedynie na naszych ukraiskich przewodnikach i supkach granicznych - bylimy w chmurach, a widoczno bya niemal zerowa. Na szczycie bylimy ok. godz. 18:00. Ruiny obserwatorium sprawiay przygnbiajce wraenie - moe to przez t pogod. Obecno Biaego Sonia nakaniaa jednak do pewnych refleksji i wspomnienia czasw, kiedy to wszystko ttnio yciem (i ciepem). Obecnie wszdzie walay si resztki wyposaenia, dookoa byo peno mieci i napisw pozostawionych gwnie przez miejscowych. Do tego wszystkiego dochodzia jeszcze przeraliwa wilgo rzdu 100% i wiatr przed ktrym nie sposb byo znale schronienie. Na szczycie dowiadczylimy jeszcze oberwania chmury i gradobicia. W chwili rozpogodzenia (czytaj: mniej intensywnego deszczu) zbieglimy w stron Pohanego Misca. Pogoda si troch poprawia i naszym oczom ukazaa si po raz pierwszy poonin o piknym czerwono - tym kolorze. Wrcilimy po plecaki i zeszlimy w dolin Pohorylca. W pobliu ruin dawnego schroniska AZS-u spotkalimy Jacka z Warszawy. Rzadko spotyka si w Czarnohorze samotnych turystw... Zjedlimy kolacj, wypilimy nasz pierwsz na Ukrainie herbat i pooylimy si spa. Byo wilgotno a w nocy pada deszcz.

6 WRZESIE

Spalimy dugo - to z powodu deszczu, ktry pada chyba przez ca noc. W namiocie mielimy jednak stosunkowo sucho - w kadym razie nasze piwory (mj i Rafaa) nie byy mokre. Z ssiedniego namiotu syszelimy opowieci Jacka z jego poprzednich wypraw w Czarnohor. O tym, jak kiedy jadc do Burkutu wybuch w autobusie akumulator. Narobio si peno dymu i wszyscy musieli wysi. Kierowca jednak gdzie postuka, co naprawi drutem i po 15 min. autobus by zdatny do dalszej jazdy. W rodku nie byo jednak zasilania i Jacek musia owietla drog latarkami. Zastanawiao nas, jak po takiej nocy yj nasi ukraiscy znajomi. Zapytalimy si wic:
  - a u was kak?
  - a u nas kak w basienie...
Okazao si jednak, e w namiocie gdzie spali Sebi i Yeti wcale nie byo lepiej. W kadym razie potrzebne byo nam solidne suszenie. Jacek powiedzia, e p godziny drogi od nas jest pusta chatka lenikw, w ktrej moglibymy si wysuszy. Doszlimy do wniosku, e w tym momencie bdzie to najlepsze rozwizanie - szczeglnie, e na popraw pogody si nie zapowiadao i nad grani cigle zalegay chmury. Po spakowaniu rzeczy nasza czwrka wraz z Rado i Sawikiem ruszya w kierunku wskazanym przez Jacka. Niestety nie pokaza nam drogi zbyt dobrze i bdzilimy po zboczu Smotreca przedzierajc si przez koswk, mokre trawy i strome doliny potokw. Po jakim czasie chmury si troch podniosy i ujrzelimy w dali cel naszej wdrwki. Udao nam si odnale drog, ktra dalej biega wzdu Pohorylca. Dojcie do chatki zamiast wspomnianych 30 min. zajo nam ok. 3 godz. - moe po czci bya to wina ogromnych iloci ogromnych jagd, jakie rosy na naszej drodze. Chatka okazaa si niesamowita i absolutnie klasyczna. Drewniany domek z dwoma izbami, schowkiem i poddaszem. W izbie mieszkalnej sta wspaniay piec, st i wieloosobowe oe. Kolacja w chatce u lenikw (od lewej: Yeti, Rafa, PGA, Sebi)  [95KB]Zachwyceni klimatami rozoylimy na zewntrz nasze mokre rzeczy, znalelimy troch drewna a Yeti zabra si za gotowanie obiadu z prawdziwego zdarzenia (kotlety sojowe z sosem grzybowym). Mielimy tutaj moliwo bliszego zapoznania si z prowiantem Sawika i Rado - kady z nich dwiga na plecach 15 konserw misnych (po 0.47 kg kada), sonina, ziemniaki, cebula czosnek w bliej nie okrelonych ilociach (w kadym razie do znacznych). Kiedy jeszcze raz spojrzelimy na ich mao anatomiczne plecaki przestalimy si dziwi, e zdarzao si nam na nich czeka... Po pewnym czasie zawita do nas jaki Ukrainiec wygldajcy na lenika - by niezbyt przychylnie nastawiony i przyczepi si do baaganu jaki zasta w chatce i dookoa niej. Po jakim czasie nas opuci - jak si okazao nie na dugo. Powrci z trzema kolegami - jeden z nich jecha konno, a z ramion zwisay im cakiem pokane strzelby myliwskie. Nie okazywali jednak adnych wrogich zamiarw wobec nas i spokojnie gotowali sobie obiad. Czas upywa szybko - rzeczy mielimy coraz bardziej suche i jedynie w butach byo jeszcze sporo wilgoci. Nasta wieczr - zrobilimy sobie kolacj i upieklimy na piecu chipsy ziemniaczane wg patentu Ukraicw (posolone plasterki ziemniaka pieczone bezporednio na rozgrzanej pycie pieca - palce liza). Gdy wyszlimy na dwr na niebie naszym oczom ukazaa si niesamowita ilo gwiazd - zrozumielimy, e nie bez powodu obserwatorium zostao zlokalizowane wanie na Popie Iwanie. Spa pooylimy si gdzie ok. godziny 22.

7 WRZESIE

Widok z Dzebronii na Munczela. W gbi Brebenieskul  [93KB]Obudzilimy si o 8:30 - jedynie Sebi wsta wczeniej i zdy ju si wykpa w potoku. Lenicy dali nam jednego grzyba - ugotowalimy sobie z niego zup dla naszej czwrki. Do zupy dooylimy jeszcze par ziemniakw podarowanych przez Sawika - dziki nim nasza zupa nabraa wspaniaego aromatu... benzyny. Korzystajc z komfortowych warunkw obecnoci pieca na dokadk zrobilimy sobie jeszcze malinowego gluta z patkami i cukrem. Wyruszylimy o 10:00 w naszym pierwotnym skadzie - Ukraicy pozostali w chatce i gotowali sobie niadanie. Ciekawe, czy udao im si doj na Pietrosa jak pierwotnie planowali? Szlimy drog wzdu Pohorylca - powrt w okolice ruin schroniska AZS-u zaj nam jakie 45 min wliczajc kilkunastominutowy postj na jagody. Okazao si, e droga, ktrej nie moglimy znale dzie wczeniej bya tu za schroniskiem i jedynie Sebi przeczuwa, e tam trzeba i - musielimy mu zwrci honor. W czasie podejcia na gra Czarnohory w okolicach Pohanego Misca spotkalimy Jacka i dalej wdrowalimy ju w pitk. Brebenieskul widziany z Munczela  [93KB]Dopiero teraz ujrzelimy prawdziwe pikno i ogrom Czarnohory - chmury byy wysoko i nie zasaniay gr (z wyjtkiem Popa Iwana - jego szczyt tradycyjnie by zakryty przez chmury). Trawersem minlimy wierzchoek Dzebronii i poszlimy w stron Munczela. W czasie podejcia musielimy uwaa na zasieki z drutu kolczastego pamitajce jeszcze czasy I Wojny wiatowej. Na Munczelu zrobilimy sobie may posiek - maso orzechowe z chlebem. Dziki niemu mielimy siy, aby zdoby drugi wierzchoek Czarnohory - Brebenieskul.Okolice Szpyci. Widok na kocio Gadyny  [108KB] Schodzc ze szczytu spotkalimy ludzi! - bya to haaliwa grupka ukraiskich "turystw" w przepisowych trampkach i z du torb okupantk. Jeden z nich nis magnetofon dwukasetowy, z ktrego gonikw wydobyway si gone dwiki ukraiskiego odpowiednika Disco Polo. Potraktowalimy to jako element miejscowego folkloru - miy kontrast stanowi napotkany pod Gutin Tomnatekiem czeski turysta ubrany i zachowujcy si bardziej stosownie do warunkw. Na Gutin Tomnateka nie wchodzilimy - przez Rebr podylimy w stron Szpyci. W okolicach supka 30 zostawilimy plecaki i bez obcienia poszlimy podziwia najeon skaami gra prowadzc na Szpyci. Soce powoli chylio si ku zachodowi a na niebie przybywao chmur. Stwierdzilimy, e noc spdzimy nad Jeziorkiem Niesamowitym. Doszlimy do niego na godzin 19. Zrobilimy kolacj i rozoylimy obz. Kocio, w ktrym znajdowao si jeziorko szybko wypeni si chmur i niektrzy z nas mieli problemy z odnalezieniem drogi do namiotw. Udalimy si na spoczynek niewiadomi tego, co miao nas w nocy czeka. Ze duchy zbudzone zmcon w jeziorku wod (nabran w celu ugotowania herbaty) zaczynay swe harce...

8 WRZESIE

Po tej nocy zrozumielimy, dlaczego pobliskie jezioro jest nazwane Niesamowitym - ze moce drzemice w jego wodach nie prnoway. P nocy w kotle szala wiatr - periodycznie: 30 sek. wiatru i 90 sek. ciszy. Przez drugie p nocy pada jeszcze deszcz, ktry znalaz doskona drog do namiotu poprzez zerwan przez wiatr wietrznic. Po przebudzeniu przypomniay nam si sowa Ukraicw: kak w basienie... Moje buty i plecak znajdoway si w kauy wody o gbokoci dochodzcej do 10 cm - jak si pniej okazao tej wody byo conajmniej 10 litrw. Caoci jeszcze dopenia mokry piwr, na ktrego padao przez bliej nieokrelon cz nocy - powoli zaczyna przesika do rodka. Mielimy doskonae widoki... na wntrze chmury, ktrej jedynie czasem udao si podnie na tyle, e ledwo widzielimy bdc 200m nad nami gra. Po obfitym niadaniu wyruszylimy w stron pobliskiego Turkua (ktrego nie widzielimy - zreszt nic nie widzielimy z wyjtkiem chmury i cieki pod nogami). Aby nie wchodzi na wierzchoek zaczlimy trawersowa go od lewej strony. Po jakim czasie stwierdzilimy, e przestay si pojawia supki dawnej granicy. Z pomoc przyszed nam kompas, dziki ktremu stwierdzilimy, e Poonin Turkulsk schodzimy na Zakarpacie. Obralimy wic azymut na poudnie poczlimy wchodzi z powrotem na Turkua, aby w jego partiach szczytowych poszuka supkw. Udao si to nam po jaki 40 minutach bdzenia. Obierajc azymut na Dancerza ruszylimy przed siebie bacznie trzymajc si kolejnych supkw. Na Dancerzu chmura si nieco podniosa i ujrzelimy co wicej ni obiekty w promieniu kilkunastu metrw. Zobaczylimy nawet stacj botaniczn u podna Pooniny Poyewskiej, do ktrej chcielimy doj. Na Poyewsk korzystajc z dobrodziejstw lekko uniesionej chmury weszlimy bez wikszych problemw. Niestety chmura znowu opada (a waciwie to my podeszlimy wyej) i ciek w stron stacji bylimy zmuszeni szuka posugujc si ponownie map i kompasem. Na szczcie, gdy doszlimy do partii kosodrzewiny chmury byy ju nad nami i stroma cieka do stacji botanicznej bya dobrze widoczna. W stacji spotkalimy si z chodnym przyjciem i materialnym podejciem do nas jako turystw z zachodu. Planowalimy si wysuszy i przenocowa, ale koczyy si nam zapasy ywnoci i nie bylimy w stanie jedynie za nocleg zaakceptowa ceny 2$ od osoby jak nam bez adnych ogrdek zaproponowano. Ruszylimy wic do Zawojeli z nadziej kupna chleba, sera i przenocowania u kogo - doszlimy tam na godzin 20 po jaki 2 godzinach wdrwki drog wzdu doliny Prutu. U go_cinnego Ukraica w Zawojeli (od lewej: Rafa, Yeti, nasz gospodarz)  [79KB]We wsi udao nam si kupi jedynie chleb i znale nocleg w domu na przeciw sklepu (skupu). Gospodarz okaza si bardzo miym czowiekiem, da nam do dyspozycji dwa pokoje i poczstowa wdk. Kiedy si zapytalimy o zapat odpowiada, e si dogadamy... Poszlimy do sklepu i spotka nas szok - w sklepie byy dwa artykuy: wdka i przepitka (Coca cola). Kupilimy wic i wrcilimy do chaupy. Kolacj zrobilimy sobie icie krlewsk - flaki sojowe z grzybami. Nasz gospodarz nie chcia jednak z nami je ze wzgldu na chor wtrob - pniej w ramach kuracji pokazywa nam, jak si pije po huculsku - na zagrych mielimy mietan z chlebem. Bardzo zainteresoway go nasze mapy - nie mg tylko poj, e z Zawojeli idc na Howerl skrca si w prawo, a wg naszej mapy w lewo. Tumaczylimy mu, e mapa ma orientacj pnocn, ale co to do niego nie docierao (podobno na Ukrainie mapy z tak orientacj to nowo). Dosta od nas na pamitk map Rusi Zakarpackiej w skali 1:300000. Pniej jeszcze do pierwszej w nocy nasz gospodarz czyta nam rne ciekawostki spisane mozolnie na kilkudziesiciu kartkach, a nam gupio byo powiedzie, e za nami cay dzie wdrwki i jestemy kompletnie wyczerpani - moe to i dobrze, bo piwory nam bardziej wyschy...

9 WRZESIE

W bacwce u Hucuw na Kukulu (od lewej: Rafa, Sebi)  [69KB]Wstalimy ok. 8:00 - nasz gospodarz musia pj do pracy i nie mielimy nawet czasu na niadanie. Jeli chodzi o zapat, to dogadalimy si, e damy mu po 1$. Pan nam da wskazwk, aby przy przechodzeniu przez bram parku mwi, e idziemy na Kukul, a nie na Howerl - nie zapacimy wwczas opaty wejciowej po 2$ od osoby. W kocu jednak zostalimy odprowadzeni a za szlaban - tam pan nam udzieli informacji jak doj do osady pasterskiej na Kukulu. W pierwszej napotkanej wiacie zjedlimy niadanie. Stwierdzilimy, e w tak pogod nie ma sensu wchodzi na Howerl. Nad naszymi gowami wisiay ciemne chmury, a co jaki czas pada deszcz. Na Kukul biega do dobra, ale troch mczca i botnista droga - pocztkowo pod gr, a pniej grani Krywego Hedja. Tu przed poonin spotkalimy chopca, ktry zaprowadzi nas do pasterskiej koliby. Zostalimy mile zaskoczeni klimatami zagrody Hucuw. Mieszkacy okazali si niesamowicie gocinni - ugocili nas zup pooninn (zupa mleczna z makaronem i papryk), chlebem i serem. W chacie palio si ognisko - bardzo szybko si ogrzalimy i wysuszylimy. Po gorcej herbacie ca czwrk poszlimy na grzyby - po godzinie powrcilimy z 5 kg torb pen borowikw - najwicej grzybw znalaz oczywicie Sebi. W czasie gdy Yeti z Sebim zajmowali si grzybami, ja z Rafaem wywdrowalimy na poblisk poonin. Rzsisty deszcz sprawi jednak, e szybko bylimy z powrotem. Mielimy zamiar na kolacj ugotowa sobie zup grzybow - uprzedzili nas jednak gospodarze czstujc zupa (t sam co na obiad) i kulesz. Spalimy w maej izbie na wsplnym ou. W nocy pada deszcz - na popraw pogody si nie zanosi, wic wejcie na Howerl zostanie chyba odoone na przyszy rok. Mielimy pewne problemy z zaniciem z powodu dymu gryzcego w oczy - trudno si nam byo do niego przyzwyczai.

10 WRZESIE

Howerla widziana z okolic Kukula  [66KB]Obudzilimy si ok. 8:00. W bacwce byo bardzo zimno - temperatura wahaa si chyba w pobliu zera. Przez szpary w cianach do pomieszczenia wpaday promienie soca. Gospodarze poinformowali nas, e w nocy na Howerli spad nieg, a na dworze jest pikna pogoda - niczym w Boe Narodzenie. Wybieglimy na poonin i naszym oczom ukaza si wspaniay widok na ca, onieon gra Czarnohory. Jedynie Pop Iwan tradycyjnie by ukryty pod paszczem chmur. Zgodnie stwierdzilimy, e wejdziemy dzi na Howerl nie baczc na chmury zalegajce w okolicach grani. niadanie zjedlimy z gospodarzami - poczstowano nas serem ze sonin i oczywicie zup. Kupilimy on nich troch sera (jakie 6 kg) po 4hv/kg i ruszylimy szuka supkw granicznych - udao nam si to po krtkim bdzeniu. Droga bya do mczc - sporo mokrade, zwalonych drzew i do gbokie przecze. Miejscami supki lub cieka znikay i musielimy pomaga sobie kompasem. Widoki mielimy marne - niemal cigle wdrowalimy przez las. Okazao si, e zaznaczona na mapie poonina Wielka Komieska przestaa ju zasugiwa na miano pooniny... W okolicy supka nr 3 bylimy koo godziny 15:00 - niestety pogoda zacza si psu, zerwa si porywisty wiatr, ktry nastpnie przeksztaci si w nieyc. Podejcie byo do strome, a w dodatku od wysokoci ok. 18:00 m.n.p.m. znajdowalimy si w chmurach i nie mielimy pojcia, jak daleko jeszcze do szczytu. Na Howerl weszlimy o godzinie 16:40 - oczywicie widoczno si nie poprawia i ledwo co widzielimy krzy i obelisk znajdujcy si na szczycie. Poszukalimy troch mniej wietrzne miejsce, osonilimy si karimatami i zjedlimy ostatni tabliczk czekolady. Z Howerli zaczlimy schodzi o godzinie 17:00 - planowalimy do Zarolaka doj "autostrad" wydeptan przez miejscowych sportsmienw, niestety z powodu zerowej widocznoci nie moglimy jej odszuka. Dodatkowym niebezpieczestwem bya jeszcze moliwo wpakowania si do kota znajdujcego si na pnocno-wschodnim zboczu Howerli. Stwierdzilimy, e lepiej bdzie jak supkami granicznymi zejdziemy na przecz przed Breskuem, a z niej zejdziemy w stron Zarolaka (na mapie mielimy tam zaznaczon ciek). Okazao si to jednak nie takie proste - adnej cieki nie znalelimy i na azymut zaczlimy schodzi do doliny rdliskowej Prutu. Byo z tym wiele problemw - zbocze okazao si bardzo strome, pokryte oblizgymi kamieniami, ktre dodatkowo byy ukryte pod warstw niegu o gruboci do 30 cm Yeti nawet zaliczy kilkumetrowy zjazd dolink potoku. Chmury si troch uniosy - ujrzelimy przed sob zielon dolin, ponad nami wyonia si Howerla i nawet zawiecio soce. Wodospad u rde Prutu  [120KB]Dolina okazaa si wyjtkowo mokra - spywao tam kilkadziesit strumieni czcych si w coraz bardziej przybierajcy na rozmiarach Prut. Udao nam si znale jak ciek i ni podalimy w d potoku (nie zwracajc ju adnej uwagi na fakt kompletnie przemoczonych butw). Po drodze napotkalimy kilka niezwykle urokliwych wodospadw i przeomw. W kocu doszlimy do "autostrady" - sprawiaa koszmarne wraenie. Tak zdewastowanych szlakw chyba w Polsce si nie uwiadczy (i dobrze, co nie oznacza jednak, e wszystkie szlaki w Polsce maja zadowalajcy stan). Pod Zarolakiem bylimy o godzinie 19:00 - przyjrzelimy si z bliska temu obiektowi, o ktrym z dum wspominali napotkani wczeniej Ukraicy. Jest to paskudna, kilkupitrowa budowla z dwuspadzistym dachem krytym blach (szczerze mwic architektonicznie do zudzenia przypomina "Hotel Grski" PTTK w Ustrzykach Grnych) - typowo socrealistyczny styl budownictwa grskiego. Caoci dopeniaa jeszcze "ekologiczna" kotownia opalana mazutem i bezporedni odpyw ciekw do Prutu (poniej Zarolaka kamienie w potoku byy ju cakiem adnie zaronite glonami). Drog udalimy si w kierunku Worochty (robic sobie dodatkowo w pierwszej napotkanej wiacie zasuon kolacj) - pocig do Lwowa mielimy podobno o 2:30 (tak nas poinformowali Huculi na Kukulu). Noc bya pikna - niebo bezchmurne ujeone setkami gwiazd oraz wyjtkowo jasny ksiyc. Do tego dochodzia jeszcze ta cudowna cisza zakcana jedynie szumem Prutu. I tak w monotonnym marszu przez noc w obcym kraju mijalimy powoli kolejne wsie (a waciwie przysiki): Foreszczenk ("14km"), Zawojel ("10km") i Ardelu ("6km") powoli zbliajc si do Worochty. Po wejciu do wsi widoki nadal te same - las, ciemno, gdzieniegdzie jaka chata. Na ulicach Worochty panoway egipskie ciemnoci (minlimy jedynie 2 czynne latarnie uliczne) - z ich powodu zmoczyem swoje suche, zapasowe trampki, wchodzc w kau kilkunastocentymetrowej gbokoci. Dziki pomocy miejscowych udao nam si trafi na dworzec kolejowy. Kupilimy bilety (po 2.90hv) i troch pic oczekiwalimy przyjazdu pocigu (opnionego o 1 godz.). Pocig by przeraliwie przepeniony i znalelimy gwnie miejsca siedzce. Dopiero od Iwano Frankowska si troch rozlunio i moglimy si pooy i przespa. Z moich szacunkw wynika, e tego dnia przelimy ok 60km - chyba sporo jak na warunki grskie...

11 WRZESIE

Do Lwowa przyjechalimy po godz. 10:00. Zorientowalimy si w kosztach powrotu do Polski i okazao si, e s one wysze ni koszty przyjazdu na Ukrain. Cena biletu kolejowego do Przemyla wynosia 18hv. Taszy by powrt autobusem i bilety kosztoway nas 11hv/os. Postanowilimy wrci pniejszym autobusem aby mie czas na zwiedzenie miasta. Na sam pocztek postanowilimy si porzdnie naje - kupilimy wic 2 arbuzy, 3 kg jabek, 0.5 kg daktyli (zaledwie po 2.4hv/kg), troch winogrona i zjedlimy niadanie na jednym z lwowskich skwerw. Na jednej z gwnych ulic Lwowa (od lewej: Sebi, PGA, Yeti)  [97KB]Rwnie wtedy podzielilimy pomidzy siebie zakupiony ser, nie dosuszone grzyby zebrane na Kukulu i rozliczylimy z pienidzy. Korzystajc z faktu niskiej ceny daktyli zakupilimy ich jeszcze 4 kg z myl o dowiezieniu owocw do Polski. Nastpnie udalimy si na poszukiwanie starego miasta. Lww okaza si bardzo pikny, ale zarazem bardzo zaniedbany. Poza tym obyczaje tamtejszych kierowcw s wyranie inne ni na zachd od Sanu i jako piesi bylimy w cigym zagroeniu. W czasie wdrwki do centrum gdzie zagubi si Rafa i dalsze poznawanie Lwowa kontynuowalimy w trjk. Okazao si, e jest wrcz niemoliwym zakupienie jakie pamitki rodem z Lwowa - Ukraicy chyba jeszcze nie przywizuj uwagi do takich rzeczy. Mielimy problemy z wymienieniem na hrywny naszych jednodolarwek - w adnych kantorach nie chcieli ich przyjmowa. Udao si to dopiero po dugich poszukiwaniach. Na dworzec autobusowy dotarlimy jeszcze przed 18:00. Rafaa jeszcze nie byo - zjawi si dopiero po 45 minutach. Rwnie zwiedzi miasto (chyba nawet lepiej ni my) i dodatkowo mia okazj przejecha si tramwajem. Spotka go tam miy incydent, kiedy to pewna pani przesuna jednego pasaera, aby Rafa mg wygodnie z plecakiem stan na tylnej platformie tramwaju. Oczywicie jak to bywa w miejscowych rodkach komunikacji tramwaj zacz si pali i Rafa reszt drogi na dworzec musia przeby pieszo. Do Przemyla wracalimy autobusem odjedajcym o godzinie 19:10. Do granicy podr odbya si bez problemw - jedynie Sebi zacz si kiepsko czu. Zjedzone suszone liwki zaczy mu ciy na odku. Sebastian zrobi si cakowicie blady w momencie przeczytania na granicy napisu informujcego o panujcej na Ukrainie epidemii cholery i o zakazie wwozu owocw do Polski... Odprawa przebiega bez wikszych problemw - jedynie jeden z celnikw z niedowierzaniem patrzy na wykazany na deklaracji celnej wydatek 5 dolarw na Ukrainie (chyba jednak nie zwrci uwagi na to, e ubyo mi jeszcze 40hv). Do Przemyla przybylimy na godzin 23:00. Rozoylimy si w dworcowej poczekalni, doprowadzilimy nasz wygld do stanu akceptowalnego w spoeczestwie i oczekiwalimy na kolejny dzie.

12 WRZESIE

Rafa rankiem pojecha pocigiem do Krakowa, za my powdrowalimy (autobusem miejskim) w stron wylotwki z Przemyla na Rzeszw. Chory Sebi postanowi, e z Yetim pojedzie do Zgierza, ja za sam kilkadziesit metrw dalej apaem stopa w kierunku Rzeszowa. Podwiz mnie pewien... Ukrainiec jadcy zmieni swego Moskwicza na Forda. Poczu si jednak bardzo rozczarowany, kiedy si dowiedzia, e nie zamierzam mu zapaci za drog (co wspomina o 100z). Do Tarnowa podwiz mnie bardzo miy gociu bardzo przyzwoitym samochodem (daem mu gar ukraiskiego sonecznika), a z Tarnowa w troch mao komfortowych warunkach (samochd ciarowy nie pierwszej modoci) dojechaem do Krakowa, gdzie byem okoo poudnia. Miaem problemy z wydostaniem si z Krakowa (jak to bywa w rozlegych, duych miastach) i samochd do Kielc udao mi si zapa dopiero po godz. 16:30. Kierowca okaza si bardzo wspaniaomylny i wywiz mnie na wylotwk w stron odzi - w dowd podzikowania daem mu troch daktyli. Z Kielc stosunkowo szybko zabraem si w stron Piotrkowa Trybunalskiego. Niestety za Piotrkowem przegapiem rozjazd na ask (ju si troch ciemniao) i zajechaem do Wielunia, gdzie przenocowaem u kolegi z roku.

13 WRZESIE

Z Wielunia rano dojechaem wraz z szkoln wycieczk do Sieradza, skd udao mi si zabra do Zduskiej Woli. Pierwsze kroki skierowaem w stron laboratorium fotograficznego, gdzie zostawiem negatywy ze zdjciami - odebraem je po 2 godzinach. Zdjcia technicznie okazay si nienajlepsze, wic trzeba bdzie jeszcze wrci w Czarnohor i je poprawi...

Pawe Grzegorz Angerman


Cay powyszy tekst mona cign jako zarchiwizowany plik w formacie RTF - CZHORA97.ARJ [18KB]