Wspomnienia z pobytu w Czarnohorze i w Gorganach w sierpniu 1993 roku


Dzień 1. Wyjazd z Warszawy o 9.40 autobusem jakiejś linii ukraińskiej. Przyjazd do Lwowa ok. 20.00 (czasu kijowskiego). Nocleg w schronisku na ul. Iwana Franko 108 dość wygodne 6-osobowe domki, około 1000 kuponów od osoby.

Dzień 2. Zwiedzanie Lwowa. Wyjazd o 22.25 do Kołomyji pociągiem, który jedzie do Czerniowiec.


Teatr oraz cerkiew w skansenie we Lwowie, fot. Piotrek Dobkowski

Dzień 3. Rano w Kołomyji, po ok. godzinie odjazd do Worochty pociągiem jadącym do Rachowa. W Worochcie jest sklep w centrum, naprzeciwko poczta, w stronę południową drugi sklep, lepiej zaopatrzony. Pieczywo przywożą raz dziennie, ok 12-13. Po południu wychodzimy. Szosą na południe, po kilku kilometrach w las (przy tablicy Parku Narodowego). Nocleg przy strumyku (Bakończyk Niżny). Uwaga --- w Worochcie w zasadzie należy pójść do turbazy, zgłosić, że się idzie do Parku Narodowego, można poprosić o stempel (na pamiątkę -- nikt tego nie sprawdza, ale jest ładny i duży).

Dzień 4. Przejście przez Kukuł. Nocleg na przełęczy między słupkami 6 i 7. Woda -- dosyć daleko w dół na SW (na lewo od drogi w kierunku Howerli), trzeba iść ok. 10 minut. Strumyk jest dość mały, trzeba nabierać wodę kubkiem. Uwaga na zasieki (jest ich bardzo dużo, szczególnie fajnie wyglądają, jak przechodzą przez środek pni drzew, ale przy odrobinie nieuwagi można się pokaleczyć).


Howerla gdzieś z okolic Kukuła, fot. Piotrek Dobkowski

Dzień 5. Przeczekiwanie deszczu, potem Wlk. Koźmieska. Nocleg nieco dalej, przy ścieżce (niedaleko od słupka nr 3). Woda około 10 minut na NE (po równym, błotnistym terenie).

Dzień 6. Przejście przez Howerlę, a potem głównym pasmem. Można nocować przy jeziorze Niesamowitym (ale lepiej tego unikać -- jest sporo ludzi, poza tym jest to rezerwat ścisły i można zabulić), oprócz tego pod Rebrami, po południowej stronie grani prostopadłej do głównej grani Czarnohory, ale tam nie ma opału. My nocowaliśmy przy jeziorku pod Gutin Tomnatikiem (noname). Jest bardzo dużo wody i kosówka (znaleźliśmy sporo wyschniętej -- bardzo dobry opał). Ok. godzinę drogi wzdłuż potoku w dół jest zagroda Hucułów. Za paczkę papierosów (białe ,,Marsy'') dostaliśmy 5 litrów mleka (w nocy była burza i 2/3 mleka się zsiadło).


Grań Czarnohory, fot. Tomek Cegielski

Dzień 7. Nic nie robimy.

Dzień 8. Idziemy bez plecaków na Popa Iwana. Pogoda jest obleśna (leje).

Dzień 9. Suszymy się do około piątej, potem schodzimy w dół. Nocujemy w chałupie, około 3 godziny drogi od Ługów.

Dzień 10. Rano o czwartej wyjście, żeby zdążyć na autobus z Ługów, autobus jedzie około wpół do ósmej (czasu kijowskiego). Uwaga --- czas kijowski jest tu urzędowy (wszystkie napisy na sklepach, na dworcach i.t.p.), ale ludzie liczą po swojemu (czas zakarpacki?) tzn. dwie godziny w tył od czasu kijowskiego, więc w lecie GMT +1 (jest to czas londyński !!!). Bardzo łatwo jest się naciąć. Rachów -- dość spore miasteczko, jest kilka sklepów, nawet księgarnia (co prawda w remoncie), parę knajp. W jednym sklepie są nawet czekoladki. Mają całkiem niezłą kaszę gryczaną (nie polecamy makaronu -- chyba, że ktoś lubi coś, co wygląda jak budyń).

Dzień 11. Znowu w Worochcie. Noc w domu nr 34, idąc od poczty na S po prawej stronie ulicy, trochę z tyłu, należy skręcić zaraz za strzelnicą. Można załatwić kąpiel z facetem, który pracuje w kotłowni (prawie naprzeciwko, trochę bardziej na S jest bita droga wgłąb). Adres pani, u której nocujemy:
m. Worochta
wul. Galickoho 34
Łupaca Anna Stepanowna
Za nocleg płaciliśmy po 800 kuponów za osobę dziennie, co w przeliczeniu na centy wynosiło 15.

Dzień 12. Wyjazd pociągiem do Jasiny, a stamtąd na Czarną Połoninę. Trzeba się dostać do Czarnej Cisy (na przykład autobusem), potem iść aż do końca wsi. We wsi są dwa sklepy (jeden otwarty, mniej więcej w środku, drugi, na końcu wsi, zamknięty). Nocowaliśmy w opuszczonym szałasie tuż pod Carną Klewą.


Widok z Czarnej Połoniny, na pierwszym planie polsko-czechosłowacki przedwojenny słupek graniczny, fot. Tomek Cegielski

Dzień 13. Przez Czarną Połoninę. Najpierw na Czarną Klewę, potem przez obleśną kosówkę. Na przełęczy, w okolicach słupka 40 jest źródło. Nocujemy na przełęczy przed Pantyrem (po drugiej stronie Pantyra jest przełęcz Legionów).


Słupek graniczny na Pantyrze, fot. Kasia Zasada

Dzień 14. Robimy nic. Jest masę malin.

Dzień 15. Całodzienny marsz w kierunku Sywuli. Woda jest na przykład na przełęczy w okolicach słupka 16/2. Nocujemy pod Sywulą, na przełęczy przy strumieniu. Idziemy na Sywulę na zachód słońca. Jest bardzo wygodna ścieżka omijająca południowy, niższy szczyt Sywuli.

Dzień 16. Schodzimy z gór. Doliną jakiegoś strumola dochodzimy do kolejki (raczej popsutej -- ma powyginane szyny). Szyny są odnawiane. Tam, gdzie na mapie kolejka dochodzi do rzeki jest teraz most i jeździ pociąg z drewnem. Zabieramy się ciężarówką na szynach do Osmołody. Stamtąd jeżdżą cztery autobusy dziennie (o siódmej, jedenastej, czternastej i osiemnastej) oraz pociągi po wąskotorówce.


Uwagi końcowe. (13.03.1995) Ten tekst został napisany 2 lata temu, więc ręczę za tylko w pewnej części za aktualność zamieszczonych tu informacji. Kurs dolara w czasie naszego pobytu byl: 4.500 kuponów za dolara na początku (ok 1 sierpnia 1993), 7.000 kuponów na końcu (ok. 20 sierpnia 1993). Mapy --- ukraińska mapa topograficzna (1:200 000), dobra jeśli chodzi o aktualność danych dotyczących np. rozmieszczenia miejscowości czy ich obecnych nazw, oraz mapa z przewodnika po Czarnohorze, wydanego ok. roku 1993, nie pamiętam tytułu, powstała ze sczepienia polskiego WIG-u (1:100 000) i austriackiego Grossblatu (1:75 000). Jedyna słuszna, jeśli chodzi o rzeźbę terenu.

Wszystkie pytania kierujcie do mnie osobiście


Maluch | Wspomnienia

Wojtek Chemijewski W.Chemijewski@pap.waw.pl