Dolomity Gruppo Di Brenta
Jarosław Kardasz
Ten tekst możesz ściągnąć jako spakowany
plik postscriptowy (22 kB). Na razie nie ma jeszcze zdjęć, pojawią się
wkrótce.
Być może niektóre informacje, które podaję niżej mogą się
wydać niektórym doświadczonym trampom oczywiste lub zbędne, to
jednak pisząc ten tekst chciałem zachęcić ludzi, którzy nie byli
jeszcze we Włoszech i niewiele wiedzą o Dolomitach. Tym bardziej,
że Italia jest najtańszym alpejskim państwem, zaś charakter Dolomitów
jest zupełnie inny niż pozostałej części Alp. Koszty takiego
wyjazdu nie muszą być duże, jeśli podróżuje się stopem i śpi w
namiocie.
1. Położenie i krótka informacja.
Dolomity Gruppo di Brenta znajdują się w północnej Italii na
pn-zach od Wenecji i na pn-wsch od Mediolanu (podobna odległość
od obu tych miast). Największą miejscowością w pobliżu jest Trydent
(Trento), przez którą przebiega autostrada (autostop). Dolomity
Brenta położone są na zachód od tej miejscowości (ok. 18 km).
Grupa Brenta znajduje się poza geograficznymi granicami Dolomitów,
ale z górami tymi łączy je typowa dla Dolomitów struktura geologiczna
oraz charakterystyczne cechy krajobrazu i poszczególnych
szczytów. Góry te różnią się tym od innych łańcuchów alpejskich,
że przeważają tu linie pionowe oraz są okazałe skalne bryły pocięte
na baszty, wieże i iglice. Grupa Brenta zbudowana jest z
długiego pasma ciągnącego się ok. 40 km. Część środkowa, pomiędzy
przełęczami Bocca di Tuckett i Bocca di Brenta stanowi najciekawszą
i najbardziej odwiedzaną część tych gór. Najwyższe
szczyty to Cima Brenta - 3150 m i Cima Tosa - 3173 m. Można na
nie wejść, ale tylko bez szlaków i ubezpieczeń i dla wprawniejszych
wspinaczy (z tego co się orientuję to trudności najprostszego
wejścia nie przekraczają możliwości bardzo wprawnych turystów
wysokogórskich - głównie ekspozycja i umiejętność chodzenia
po lodzie). Dolomity Brenta wraz z regionem Adamello - Presanella
tworzą najbardziej rozległy rezerwat przyrody - naturalny
park Trentino. Do głównych ośrodków turystycznych w Dolomitach
Brenta zaliczane są Molveno i Madonna di Campiglio.
2. Dojazd i poruszanie się na terenie Włoch.
Najprościej i najwygodniej można dostać się tam jadąc autobusem
międzynarodowym do Wenecji. Najniższa opłata za przejazd obecnie
wynosi około 160 nzł, w obie strony wychodzi jeszcze taniej. Warto
podzwonić do różnych biur turystycznych i dokładnie się dowiedzieć,
gdyż reklamy w prasie są bardzo naciągane (w biurach twierdzą, że
robią to ze względu na konkurencję). Z Wenecji do Dolomitów zostaje
do przejechania ok. 200 km. Najlepiej jechać przez Weronę do Trydentu
(jeśli chcemy dotrzeć do Dolomitów Brenta).
My jechaliśmy autobusem międzynarodowym do Genewy (145 nzł w
sierpniu '95), a stamtąd stopem do Chamonix, gdyż planowaliśmy wejście
na Mount Blanc (o pobycie w rejonie masywu Mount Blanc napiszę
innym razem). Z Chamonix stopowaliśmy do Mediolanu. Problemów z
taką formą przejazdu nie ma, gdyż zwłaszcza Włosi chętnie biorą na
stopa, najlepiej gdy widzą duże plecaki z czekanami i wystającą
liną (dobry sposób na stopa - ludzie którzy nas zabierali mówili,
ze wzięli nas dlatego, że zobaczyli linę). Z Chamonix najprościej
można wydostać się na pierwszych kilometrach drogi wlotowej do
tunelu pod masywem Mount Blanc (naprawdę zero problemów z przedostaniem
się na włoską stronę (było nas kilka grup dwuosobowych i
przez granicę przejechaliśmy bez zbędnego czekania). Na terenie
Włoch należy unikać łapania stopa na autostradzie (zakaz ten jest
napisany na początku każdej autostrady). Ignorowanie tego przepisu
może skończyć się bardzo drogim mandatem, lecz najczęściej, jeśli
nie ma się pieniędzy - pobiciem przez policję (prawdziwy przypadek)
W ogóle lepiej nie mieć do czynienia z ich policją, gdyż sam widziałem
w Mediolanie na dworcu jak gliniarz przywalił jakiemuś facetowi,
który pokłócił się z ekspedientką. Najlepiej łapać stopa na
dużych stacjach benzynowych (bardzo przydaje się mapa z zaznaczonymi
stacjami). W zasadzie nawet w najgorszych miejscach nie czekaliśmy
dłużej niż dwie godziny. Można też przemieszczać się koleją
(my jechaliśmy z Mediolanu, przez Weronę i Trydent do Mezzocorona
(miejscowość oddalona o ok. 20 km od Gruppo di Brenta.
Odcinek od Mediolanu do Trydentu kosztował ok. 20000 Lirów. Krótkie
przejazdy pociągiem są tanie, w granicach 2000 - 4000 L. Przejazdy
autobusem kosztują ok. 2000 - 5000 L, za odcinki od 15 do 40 km
(na dłuższych odcinkach nie wiem, gdyż te pokonywaliśmy stopem). W
autobusach za bagaż nie płaci się.
Obecnie 1000 lirów kosztuje około 15500 zł. Ceny będę podawał w
lirach, gdyż takie pamiętam. Zainteresowani mogą sobie przeliczyć.
3. Szlaki turystyczne.
Niektóre informacje umieszczone w tym punkcie pochodzą z albumu
pt. "Dolomity", autor: Roberto Donati, wydane przez "GEO - GRAF"
Katowice. Jeżeli chce się zrozumieć charakter tych gór to warto
zajrzeć do tego albumu. Najlepsze wrażenie robi zdjęcie na str.
114, gdzie widać ludzi idących wąską półką skalną zawieszoną setki
metrów nad doliną. Jest to najsławniejszy szlak w Dolomitach Brenta
(środkowych), zwany Via delle Bocchette. Większość dróg turystycznych
w Dolomitach to tzw. via ferraty, czyli "żelazne drogi".
Drogi te są bardzo dobrze oznakowane czerwoną farbą (innych kolorów
się nie stosuje). Dla rozróżnienia różnych szlaków, są one
numerowane. W trudniejszych miejscach tych tras, a jest ich bardzo wiele,
są umieszczone ubezpieczenia w postaci lin stalowych o grubości
około 8 mm, które są przykute do skały. Odległości pomiędzy hakami
wynoszą od 1 do 10 m w zależności od trudności terenu. W miejscach
gdzie trzeba pokonać pionową ścianę są umieszczone drabiny, których
długość niekiedy dochodzi do 30 m. Wzdłuż drabin też są umieszczone
stalowe liny. Cała zabawa na tych drogach polega na tym, że turysta
ubrany w uprząż wspinaczkową i końcówkę liny z karabinkiem, przypina
się do stalowych lin mając zabezpieczenie w wypadku odpadnięcia.
Daje to duże możliwości tym, którzy lubią się wspinać, albo chcą
poznać tego smak, gdyż można pokonywać ściany obok drabiny, wpinając
się karabinkiem do szczebelków drabiny. To samo dotyczy lin stalowych
rozmieszczonych przeważnie na wszystkich niepionowych trudnościach
(trawersy). Drogi te są tak zrobione, że czasami pokonuje
się 200 m pionowej ściany szeregiem drabin. Wynikają z tego trudności
przy większej liczbie turystów, jednak nie jest to tak wielki problem
jak na Orlej Perci w Tatrach. Warto z tego powodu
wcześniej wychodzić na szlak tak, żeby być przed innymi turystami.
Ważne jest to także ze względu na bezpieczeństwo, gdyż turyści
nad nami mogą strącać kamienie. Także pogoda lubi się często psuć
po południu, czasami zupełnie nie do przewidzenia. Trudności tych
dróg są bardzo różne. Są trasy, na których zupełnie można olać
ubezpieczenia (łatwiejsze od Orlej Perci w Tatrach), lecz są
też drogi poprowadzone śmiało pionowymi i przewieszonymi ścianami,
gdzie jedynym zabezpieczeniem jest przykuta do ściany
lina stalowa. Akurat w grupie Brenta tych bardzo trudnych dróg
nie ma, lecz są one w innych grupach Dolomitow. Najciekawszą trasą
turystyczną w tym rejonie jest "żelazna droga" Via Delle Bocchette.
Trudność tej drogi jest większa niż Orlej Perci w Tatrach. Dochodzi
do tego duże ryzyko lawin kamiennych, które schodzą z lodowców
(dosłownie goły lód), a także ryzyko kamieni spadających z pionowych
ścian, którymi się chodzi. Szlak Via Delle Bocchette łączy
część północną i południową pasma Brenta przekraczając tzw.
"bocchette" (otwory, szczeliny) rozdzielające poszczególne szczyty
łańcucha. Szlak ten składa się z trzech odcinków, tworzących jedną
całość. Największe wrażenie robi południowy odcinek, gdzie idzie
się półką kilkaset metrów nad przepaścią mając przed sobą widok
na surowy charakter tych gór, a zwłaszcza na iglicę Campanile Basso
- 2877 m, która jest celem wielu alpinistów ze względu na swą
niedostępność. Ma ona ok. 700 m wysokości i ze wszystkich stron ma
niemal pionowe ściany. Każdy z trzech odcinków nadaje się na
jednodniowe wycieczki. Żeby dobrze pojąć ten opis, to najlepiej
sięgnąć do wyżej wymienionego albumu, gdzie drodze Via Della Bocchette
jest poświęcony osobny rozdział z rewelacyjnymi zdjęciami i
krótkim komentarzem.
Oczywiście można chodzić bez żadnych konsekwencji po całym obszarze
parku (Dolomity Brenta), co jest sporą atrakcją w porównaniu do
polskich Parków Narodowych (np. Tatrzańskiego). Jeśli chodzi
o możliwości wspinaczkowe, to Dolomity są świetnym terenem do
takich rzeczy. Dokładnie nie orientuję się, czy jest to regulowane
jakimiś przepisami, ale wydaje mi się, że każdy może wspinać się
na dowolną ścianę bez obawy o jakiś mandat, czy inne konsekwencje.
Wiele dolomickich ścian jest zaliczanych do klasyki alpejskich
dróg wspinaczkowych o bardzo dużych trudnościach (przeważnie na
całej długości pion). Poza tym niektóre ściany są bardzo wysokie.
Specyfiką tych gór jest to, że są kruche i strasznie się z nich
sypie wszelaki gruz.
4. Sprzęt.
Do chodzenia po via ferratach niezbędna jest kompletna uprząż
wspinaczkowa tzn. pas biodrowy + piersiowy. Niektórzy autorzy polecają
tylko uprząż piersiowa, lecz taka w razie odpadnięcia na
pionowym odcinku niewiele pomoże. Jeśli ktoś ma wątpliwości, to
może spróbować skoczyć z 2 m, z taka uprzężą przywiązaną na sztywno
za pomocą odcinka liny. Pas piersiowy można uszyć samemu, zaś
uprząż najlepiej kupić. Do tego potrzebny jest 4 m liny dynamicznej
asekuracyjnej dobrej jakości, najlepiej 11 mm. Niektórzy polecają
taśmę rurowa dobrej jakości i wytrzymałości (zachodnia). Z liny
lub taśmy robi się tzw. lonże. Polega to na tym, ze składa się linę
w połowie i wiąże się na niej ósemkę (mamy oczko które wpinamy
do uprzęży przy pomocy karabinka osobistego [koniecznie zakręcany !]).
Na obu końcówkach liny również robimy węzeł ósemkowy i
wpinamy po jednym karabinku do każdej końcówki. Karabinki na końcówkach
powinne być niezakręcane i odpowiednio duże. Tymi karabinkami
wpina się do stalowej liny przykutej do ściany na szlaku. Dwie
końcówki są w celu pełnej asekuracji przy przepinaniu karabinka
w miejscach, gdzie lina jest umocowana do ściany. Oczywiście wprawniejsi
mogą korzystać tylko z jednej końcówki co przyspiesza poruszanie
się po drodze. Warto karabinki na końcówkach dodatkowo
przywiązać, żeby nie obracały się, co ułatwia przepinanie się.
Karabinki powinny być bardzo dobrej jakości i o wytrzymałości na
rozciąganie powyżej 2200 kN (najlepiej zachodnie, dobrych firm).
Trzeba też pamiętać o kawałku taśmy lub liny do związania obu
części uprzęży. Dobrą sprawą byłoby mieć ze sobą kask alpinistyczny,
który zabezpieczałby głowę przed spadającymi kamieniami.
Nasza grupa kasków nie miała, jednak mieliśmy po prostu dużo
szczęścia i nikomu nic się nie stało. Tubylcy chodzą przeważnie
w kaskach. Czasami można zobaczyć u tubylców przytroczone do
plecaków raki i czekany. Jednak z tego co zauważyłem to sprzęt
ten jest mało przydatny. Czasami zdarzają się, zwłaszcza na podejściach
miejsca, że trzeba iść po lodowcu, to jednak daje się to
przejść bez problemu. Lodowce te są przeważnie bez szczelin, a
jeśli już są szczeliny, to bardzo widoczne. Poza tym na lodowcach
jest gruz kamienny po którym w miarę dobrze się idzie. Trzeba
tylko
uważać na lawiny kamienne. Warto mieć ze sobą czapkę i rękawice,
bo na drogach powyżej 2500 m bywa bardzo zimno zwłaszcza w ręce
przy schodzeniu po drabinie. Mieliśmy taką przygodę, że wychodząc
przy dobrej pogodzie i ciepłym powietrzu, na górze (ok. 2900 m)
złapała nas burza i zaczął padać śnieg. Drabiny zrobiły się bardzo
zimne i niebezpieczne (żelazne) podczas burzy.
5. Noclegi.
Biwakować można w górach wszędzie, o ile nie jest to park narodowy
i jeśli zostawimy po sobie porządek oraz nie wyrządzimy
szkód przyrodzie (ogniska). Oczywiście, jeśli chodzi o przepisy w
parkach naturalnych (Dolomity Brenta są parkiem naturalnym) na temat
biwakowania, to jest to tylko teoria. Wystarczy zapytać się w
schronisku gdzie biwakują biedniejsi alpiniści, a oni wskażą miejsce.
Nam udało się rozbić koło schroniska Rifugio Tuckett, gdzie
spaliśmy przez kilka dni (miejsce to jest dobre ze względu na dogodny
dostęp do via ferraty Via Delle Bocchette). Musieliśmy tylko
na dzień zwijać namioty. Problemem jest woda, gdyż w niektórych
rejonach, ta która płynie nie nadaje się do picia, a w innych po
prostu jej nie ma. Taka jest specyfika dolomitu (odmiana wapienia),
że wszystko co spadnie to w przeciągu kilku godzin wsiąka. Dlatego
dobrze jest biwakować niedaleko schroniska, gdzie woda jest zawsze
i za darmo (zimna). Nie należy się sugerować w górach tym, że
Włochy to kraj ciepły, gdyż wieczorem i rano w sierpniu, przy
schronisku na wys. 2200 m temperatura wynosi okolo 5 stopni, a w nocy
bywa jeszcze zimniej. Oczywiście w dolinach jest gorąco.
W schroniskach zdarza się, ze dają glebę, która kosztuje około
6000 L, co w końcu nie jest wysoką ceną jak na warunki alpejskie.
Warunków pobytu w schroniskach nie znam, gdyż korzystaliśmy z
namiotów. Jest tam też taki nieprzyjemny zwyczaj, że aby można było
usiąść przy stole w schronisku, należy coś kupić do jedzenia.
Własnego nie wolno jeść, chyba że zapłaci się tzw. opłatę za
siedzenie przy stole ok. 3000 L. Ceny ich jedzenia sa bardzo wysokie.
W dolinach zdarzają się chatki, w których może za darmo przenocować
każdy turysta. Ta, w której nocowaliśmy miała piec z
kominem na drewno, które było w pobliskim lesie, duży stół i ławy
do siedzenia. Na górze miejsce do spania na około 20 osób. Tubylcy
rzadko korzystają z takiej formy noclegu, zwłaszcza gdy kilkaset
metrów dalej jest schronisko z wygodami (tv i inne takie glupoty).
Taka chata jest dobrą sprawą na przeczekanie deszczowych dni.
Dokładnego "adresu" tej chaty nie potrafię podać, gdyż nie mam
przy sobie mapy. Leży ona przy szlaku turystycznym z jeziora
Lago di Tovel (1182 m) do schroniska Rifugio A.Stoppani (2437 m).
6. Zakupy żarcia.
Dobrym miejscem na start w góry, jeśli nie posiada się dużo kasy i
zapasy z jedzonkiem się kończą, jest miejscowość Mezzolombardo.
Leży ona około 3 km od Mezzocorona, gdzie dojeżdża pociąg. W pobliżu
przebiega autostrada z Werony. W Mezzolombardo jest duża półhurtownia
produktów spożywczych i supermarket (trochę drożej niż w półhurtowni).
Oba te sklepy znajdują się w jednym miejscu (via Rotaliana 19).
Ceny są rewelacyjnie niskie (w półhurtowni), mniej więcej
takie jak w Polsce. Z tego co pamiętam to:
- mleko UHT 1% w kartonie 1l - ok. 800 - 1200 L
- szynka foliowana za 1kg - ok. 10000 L
- kiełbasa salami za 1kg - ok. 8000 L
- ser żółty foliowany - ok. 10000 L
- majonez, za 1l - ok. 800 L
- ketchup, za 0.5l - ok. 1400 L
- piwo w puszce 0.5 l - 800 L
- czekolada z orzechami, za 100g - 650 L
- makaron tzw. nitki 0.5 kg - ok. 400 - 500 L
- herbata expresowa - ok. 1000 L /20szt.
W sklepie obok te same produkty były dwa razy droższe, lecz tylko
tu można było kupić chleb (długi okres przydatnosci do spożycia),
kosztował on ok. 1500 L /0.5kg. Szczególnie opłaca się tu robić
zakupy jeśli planuje się na zakończenie pobyt w Wenecji, gdzie ceny
są od 3 do 5 razy droższe niż w przeciętnym włoskim sklepie.
Prawdopodobnie
takie tanie półhurtownie znajdują się też i w innych
małych miejscowościach, ale nam nie udało się więcej takich sklepów
namierzyć.
Probowaliśmy szukać w sklepach ze sprzętem turystycznym naboi do
EPIGAZ'ów, lecz były one nieosiągalne.
7. Co można jeszcze zobaczyć.
Warto zatrzymać się w Mezzolombardo i przejść szlak z ubezpieczeniami,
który znajduje się na północ od miasta w masywie ze
szczytem Roccapiana - 1874 m (dokładnych namiarów nie pamiętam).
Przy wejściu na szlak jest parking leśny, gdzie bez problemów można
zabiwakować łącznie z ogniskiem, oraz woda w strumieniu z wodospadem
(można się wykąpać). Woda wcale nie jest taka zimna jak by się
wydawało (zaleta południowych krajów). Dookoła są winnice oraz sady
z jabłkami. Wyżej wymieniony szlak jest o tyle piękny, że biegnie
wzdłuż potoku płynącego głębokim wąwozem (tak głębokim, że czasami
ma się wrażenie, że się jest w jaskini. Szlak jest dobrze
oznakowany
z ubezpieczeniami w postaci drabin i poręczy. Przypomina szlaki ze
Słowackiego Raju.
W dolinie Valle di Tovel (północna część Dolomito Brenta, niedaleko
miejscowości Tuenno) znajduje się bardzo ciekawe jezioro
Lago di Tovel, którego woda zabarwia się na krwisto czerwony kolor.
Powodują to jednokomórkowce Glenodinium sanguineum, które żyją w
tym jeziorze. Niedaleko od jeziora jest polana, na której znajduje
się piec z rusztem, więc można rozpalić ogień (w innych miejscach
jest to zabronione - wada parków narodowych, a może zaleta...)
Odradzam wchodzenie do schroniska Rifugio di Tuckett od miejscowości
Molveno (ok.700 m), szlakiem który przechodzi przez przełęcz
Bocca di Tuckett (2650 m), gdyż jest to strasznie niewygodny
szlak, poza tym strome podejścia, w górnych partiach osuwajacy się
pod nogami piarg. Po drugiej stronie przełęczy lodowiec (goły lód,
więc ślisko), przez który przewalają się lawiny kamienne. Chyba, że
ktoś lubi takie niewygodne podejścia.
Nie będę tu wymieniał miast, które warto zwiedzić i co w nich
oglądać, gdyż można to bez trudu znaleźć w każdym przewodniku po
Italii.
Aha, pisząc o Italii trzeba wspomnieć o pizzy. W Weronie w całkiem
porządnej restauracji, za średnią pizzę z dodatkami (nie
Margeritta !) + wino, zaplacilismy po 12000 L od osoby. W cenę
doliczony jest obowiązkowy napiwek 2000 L. Robią to w każdej restauracji.
Odradzam kupowanie pizzy odgrzewanej w budkach na ulicy,
chociaż niedroga (2000 - 3000 L), to jednak nie nadaje się do
jedzenia, ani tym bardziej do zapchania żołądka.
8. Język i tubylcy.
Jeśli chodzi o tubylców, to są oni przyjaźnie nastawieni do
turystów. Z niektórymi Włochami można dogadać się po angielsku,
ale najlepiej poznać podstawowe słowa włoskie. W przewodniku
wyczytałem, że podobno w rejonach, gdzie leżą Dolomity, można
dogadać się po niemiecku. Jednak nam nie udało się spotkać
tubylca, który mówiłby w tym języku.
Jarek, e-mail: xkardasz@wodnik.iis.pw.edu.pl