Wspomnienia z wyjazdu do Bułgarii i Turcji

część druga - Turcja


Tekst ten jest dostępny również jako spakowany plik postscriptowy (18kB).

Podczas naszego pobytu przeciętny kurs marki niemieckej wynosił około 37 tysięcy tureckich lira. W całym tekście ceny podaję w lirach, gdyż takie pamiętam. Każdy może je sobie łatwo przeliczyć. Inflacja w Turcji jest duża, większa niż w Polsce, dlatego wiele cen jest ustalane na sztywno w dolarach (w szczególności ceny noclegów czy komunikacji).

Dzień trzynasty Poprzednią część opisu skończyłem w Kapitan Andriejewo, na Bułgarsko-Tureckim przejściu granicznym. Samo przejście jest bardzo długie, idzie się przez nie chyba z pół godziny. Na przejściu kupuje się wizę turecką za 10$. Szok wywołany przejściem z Bułgarii do Turcji można porównac do uczucia przy przejeździe z Rumunii na Węgry. Turcja jest o wiele nowocześniejsza, czystsza. A przede wszystkim zupełnie inny jest stosunek ludzi do turystów. W Bułgarii traktują Cię na zasadzie: jak już przyjechałeś, to szybko wydaj całą kasę i spadaj, w Turcji raczej swoim zachowaniem starają się zachęcić turystę do ponownego przyjazdu. Turcy w ogóle są bardzo mili, uprzejmi i pomocni. Na przejściu, niedaleko za Bułgarską odprawą jest biuro informacji turystycznej, gdzie można dostać za darmo mapy, przewodniki i adresy schronisk, można się również umyć. Ponieważ planowaliśmy jechać do Stambułu i Efezu, więc wzięliśmy stamtąd przewodnik i plany Izmiru i Stambułu, oraz listę schronisk turystycznych i muzeów. Po przejściu granicy złapaliśmy dolmus (kilka słów o podróżowaniu w Turcji na końcu tekstu) do Edirne (Adrianopola), kurs kosztował 20 tys. TL (dalej na oznaczenie tysięcy tureckich lira będę stosował sktót TTL, elektroników proszę o brak skojarzeń). W Edirne warto obejrzeć przepiękny meczet. dolmus w Edirne dojeżdża do centum miasta, aby dotrzeć na dworzec autobusowy trzeba pojechać z centum innym dolmusem (9 TTL). Autobusy z Edirne do Stambułu są bardzo tanie, dużo tańsze niż kursy na podobną odległość w głębi kraju. Za przejazd na tej trasie zapłaciliśmy 100 TTL. Autobus jechał około dwóch godzin (250 kilometrów), w Stambule byliśmy około 17-tej. Już sam dworzec autobusowy zapiera dech w piersiach: dwieście stanowisk, setki autobusów, masę ludzi, pełno wrzeszczących naganiaczy, reklamujących kursy i wyrywających sobie podróżnych. Z dworca do centrum miasta można dojechać metrem (15 TTL). Na ostatniej stacji metra zaczepił nas właściciel małego pensjonatu, oferując noclegi po 4$. Jak się później okazało, pensjonat był w samym centrum miasta, około dziesięciu minut od Błękitnego Meczetu. Adres pensjonatu:

  Piyerloti Pansion,
  Piyerloti Cad., Kadirga Hamam Sok. 4,
  Cemerlitas, Istanbul,
jest on wzmiankowany w "Lonely Planet", (w wersji angielskiej, nie wiem czy w polskiej również). Uwaga: nazwa "pensjonat" w stosunku do tego miejsca może być bardzo myląca, warunki przypominają raczej kiepski PTSM - maleńkie pokoiki, piętrowe łóżka. Za to atmosfera jest niepowtarzalna. Byli tam ludzie z najróżniejszych zakątków świata, siedziało się do późnej nocy, piło piwo i gadało.


Meczet w Edirne (fot. Yaga)

Dzień czternasty Następny dzień poświęciliśmy na zwiedzanie Stambułu.


Błękitny meczet i Hagia Sophia w Stambule(fot. Yaga)

Dzień piętnasty Większą część kolejnego również. Wieczorem jedziemy do Izmiru (500 TTL, po długim targowaniu, cena wywoławcza była 600 TTL).

Dzień szesnasty Do Izmiru dojeżdżamy na szóstą rano. Próbujemy się zorientować, czy da się dojechać do Selcuk pociągiem lub dolmusem, jednak te próby nie przynoszą rezultatu, więc jedziemy autobusem (80 TTL, jak się okazało w drodze powrotnej da się jednak dojechać do Selcuk dolmusem za 50 TTL, ale o tym później). W Selcuk, podobnie jak w Stambule od razu po wyjściu z autobusu zaczepia nas właściciel pensjonatu, oferując nocleg. Z 250 TTL od osoby stargowaliśmy do 150, za czteroosobowy pokój z dostawką (dostawka okazała się po prostu materacem zdjętym z łóżka w innym pokoju). Z Selcuk odjeżdżają dolmuse do Efezu (20 TTL), Pamucak (25 TTL), Kusadasi (45 TTL). Nie da sie dojechac dolmusem od Soke (istotne dla osób, które chaciałyby zwiedzić Prienę, Didimę i Milet), trzeba jechac z przesiadka w Kusadasi (łącznie 90 TTL), lub autobusem bezpośrednio (również 90 TTL). Gdy już zamieszkaliśmy w pensjonacie, pojechaliśmy zwiedzić Efez (wjazd 125 TTL dla studentów).


Kilka zdjęć z Efezu (fot. Yaga i Żaba)

Dzień siedemnasty Następnego dnia pojechaliśmy do Soke, aby obejrzeć Milet, Didimę i Prienę. Jak się okazało na miejscu, ceny dolmusów były wysokie (do Didimy 70 TTL, do Miletu też 70 TTL, i nie da się objechać tych dwóch miejsc bez powracania do Soke). Pojechaliśmy więc tylko do Didimy. Byliśmy źli na siebie, że nie skorzystaliśmy z oferty wycieczki dolmusem do wszystkich trzech wykopalisk za 400 TTL (w Selcuk mysleliśmy, że to za drogo, ale jak się okazało, było to jednak taniej, niż jeżdżenie dolmusami z Soke).


Wyrocznia w Didimie (fot. Żaba)

Dzień osiemnasty Część dnia poświęciliśmy na zwiedzenie Selcuk (bazylika Św. Jana). Około piątej pojechaliśmy dolmusem do Izmiru. W mieście tym dolmuse dojeżdżają do dzielnicy Gaziemir, aby tam dojechać, trzeba spod dworca jechać dolmusem z napisem Y. Garaj (15 TTL). O 21-szej odjechaliśmy autobusem do Edirne (600 TTL, mała możliwość targowania, bo kursy takie organizowało tylko jedno przedsiębiorstwo).


Zamek w Selcuk (fot. Żaba)

Dzień dziewiętnasty Z Edirne do granicy dolmusem. Na granicy nie sprawdziły się opowieści, że Turcy trzepią przy wyjeździe w poszukiwaniu antyków. W Kapitan Andrejewo byliśmy ok. 9.30. Od razu złapaliśmy autobus do Swilengradu. Pociąg do Dmitrowgradu był dopiero o 15.25, pociąg ten był już jednak podstawiony, więc weszliśmy do środka i poszliśmy spać. W Dmitrowgradzie byliśmy około 17-tej, pojechaliśmy autobusem do Starej Zagory.

Pociag Dzień dwudziesty W Starej Zagorze pociąg do Ruse był dopiero o 1.30, w Ruse byliśmy o 7 rano. Pojechaliśmy na przejście graniczne, jednak okazało się, że nie pożna przejść pieszo, bo nie. Wróciliśmy zatem na stację o pojechaliśmy pociągiem do Bukaresztu. W Bukareszcie wymieniliśmy pieniądze i kupiliśmy bilety do Arad, na pociąg, który jechał do Budapesztu (ok. 6000 lei), w pociągu, żeby przejechać przez granicę trzeba jeszcze było dać w łapę kanarowi mniej więcej 20 marek. Przez granicę przejechaliśmy bez problemu.

Dzień dwudziesty pierwszy Z pociągu chcieliśmy wysiąść w Szolnok. Tuż przed tą stacją przylazła kanarzyca. Musieliśmy niestety kupić bilety po cenie międzynarodowej (po długiej i burzliwej wymianie zdań, straszeniu policją i uniemożliwieniem opuszczenia pociągu, baba była aspołeczna i nie chciała wziąć w łapę), kosztowało nas to po 20 marek od osoby, co bardzo podrożyło koszty wyjazdu. Teraz myśle, że trzeba było jednak wysiąść na pierwszej stacji za granicą i kombinować dalej pociągami lokalnymi. Następnie, z przesiadką dojechaliśmy do Hidasnemeti i przeszliśmy granicę pieszo. Po mniej więcej dwugodzinnej odsiadce pojechaliśmy do Koszyc, stamtąd na Przełęcz Dukielską i dalej do Chatki.

Kilka słów podsumowania:


Jeżeli ktoś ma jakieś pytania to może do mnie napisać

Wojtek Chemijewski W.Chemijewski@elka.pw.edu.pl