|
Ta trasa, w lecie pewnie trzydniowa, zajęła nam około tygodnia, przede
wszystkim ze względu na głęboki, mokry śnieg zalegający wszędzie z
wyjątkiem niezalesionych grani. A że większa część grani była
zalesiona, więc szło się bardzo powoli.
Po pochodzeniu po górach zachciało nam się przez dwa dni pozwiedzać. Do
Worochty zeszliśmy rano (wstaliśmy bardzo wcześnie) - gdzieś na
siódmą. Niestety pociągu do Kołomyi nie było, był tylko do
Stanisławowa (około dziesiątej). Poczekaliśmy, wsiedliśmy,
zasnęliśmy. Na szczęście był pusty. Gdy po godzinie się obudziłem
pociąg ciągle stał w Worochcie, a głos z głośnika mówił właśnie:
"Informujemy że pociąg będzie stał jeszcze godzinę". Ni mniej ni
więcej. |
|